Zapraszam do lektury wywiadu rzeki, którego udzieliłem jakiś czas temu pewnemu uznanemu reporterowi opiniotwórczego pisma. Aby czytelnika zbytnio nie rozpieszczać, postanowiłem publikację podzielić na części. Oto pierwsza z nich:urop (
uznany
reporter
opiniotwórczego
pisma): Dzień dobry. Panie Asztemborski, chciałbym porozmawiać z Panem o istniejącym powszechnie stanie rzeczy. Jest Pan postacią szerzej nieznaną, bez żadnej łatki ani etykiety na nazwisku, niewielu w Panu pokłada jakiekolwiek nadzieje. Nasze pismo dla równowagi, od czasu do czasu stara się za rozmówców obierać sobie takich właśnie noname'ów jak Pan. Chodzi o równowagę pomiędzy tym co uznane a tym co pomijane, pomiędzy myślą utartą a myślą niekonwencjonalną, pomiędzy tym, co budzi zwykle zainteresowanie a tym, co zwykle uznaje się za nudne. Czy zgodziłby się Pan, na dłuższa rozmowę o tym co ważkie?
JA (
Jarosław
Asztemborski): Dzień dobry. Dobrze, zaraz będę do dyspozycji, muszę tylko zalać herbatę. O, gotowe. Słucham, od czego zaczynamy?
urop: Stworzył Pan stronę o nazwie rupieciarniadziada.pl. Skąd ta dziwna nazwa?
JA: No cóż... odpowiedź na to pytanie jest dosyć złożona. Przede wszystkim rupieciarnia, jako składowisko różnych, zazwyczaj niepotrzebnych i zapomnianych rzeczy wydała mi się fajnym miejscem do składowania w nim przejawów mojej twórczości. Internetowa galeria jest przecież takim składowiskiem, choć bardziej niż tradycyjne rupieciarnie zdeterminowanym przedmiotowo. Skoro zaistniała rupieciarnia, to naturalną konsekwencją było powołanie do życia jej właściciela, który z sentymentem by ją od czasu do czasu odwiedzał. Mamy zatem dziada, postać w moim odczuciu sympatyczną, ale jednocześnie trochę smutną.
urop: Skoro w rupieciarni oglądać można jedynie Pańską twórczość, to logiczną wydaje się myśl, że to Pan jest owym dziadem. Czy tak jest w istocie?
JA: Trudno mi powiedzieć. Trochę tak, trochę nie. Na pewno taka postać pasuje do rupieciarni, na pewno też ja mam w sobie coś z dziada. Nie rysowałem jednak dziada z myślą o tym, że ilustruję siebie. Po prostu próbowałem stworzyć sobie stronę internetową z jakąś opowieścią.
urop: Tematyka rupieciarni i jej właściciela nie przepełnia człowieka optymizmem, nie zaraża energią. Nie wydaje się Panu, że taka konwencja nie będzie dla ludzi atrakcyjna?
JA: Być może ma Pan rację. Mam jednak wrażenie, że jest możliwe stworzenie plastyki paradoksalnej, gdzie brzydota jest estetyczna a smutek jest przyjazny i miły. Tworząc tę stronę podjąłem próbę uchwycenia tej paradoksalności. Czy się udało? Nie wiem. Niech ludzie ocenią.
C.D.N.